Zapiski z kołyski (część pierwsza) – oto jestem

Trwające jakieś trzy miesiące, dość intensywne, działania mające na celu poczęcie dziecka zakończyły się sukcesem. Test ciążowy, który to potwierdził został wykonany około piątego tygodnia od pojawienia się ostatniej miesiączki. Tego typu diagnostykę cechuje znaczny stopień wiarygodności. Dla uzyskania całkowitej pewności postanowiliśmy jednak zapisać się na wizytę u ginekologa. Wybór padł na przychodnię znajdującą się najbliżej domu. I tu zaczęły się pierwsze wyboje na drodze ku doświadczeniu cudu narodzin.

Najbliższy wolny termin był dostępny za mnie więcej dwa miesiące. Niby nic dziwnego w przypadku rodzimej służby zdrowia, ale nie tego oczekuje człowiek regularnie płacący składki. Sytuacja powtórzyła się także w kolejnej placówce zlokalizowanej na terenie tej samej dzielnicy. Jeszcze nie tak dawno, chcąc otrzymać becikowe, trzeba było zgłosić się do ginekologa przed upływem dziesiątego tygodnia ciąży. I co w takiej sytuacji miałaby począć na przykład osoba mniej zamożna, której nie stać na wizytę w prywatnym gabinecie? Jednak nie jest to miejsce i czas na roztrząsanie polityki prorodzinnej państwa polskiego, choć w planach są dość rewolucyjne plany związane chociażby z wydłużeniem urlopu macierzyńskiego.

W obliczu powyższych niepowodzeń skierowaliśmy swoje kroki do specjalistycznego szpitala ginekologiczno-położniczego. I tu miłe zaskoczenie. Na wizytę trzeba czekać zaledwie dwa tygodnie. Dojazd na miejsce trwa ciut dłużej niż w przypadku przychodni, ale od razu można zacząć oswajać się z potencjalnym miejscem przyszłego porodu. Czternaście dni minęło w mgnieniu oka. Pierwsza wizyta u lekarza również przebiegła szybko i sprawnie, całkowicie rozwiewając wszelkie wątpliwości. Wewnątrz brzucha zadomowiła się, licząca już kilka tygodni, fasolka. W międzyczasie dość wyraźnie dały znać o sobie fizjologiczne objawy pierwszego trymestru ciąży. Wśród nich możemy wymienić między innymi:

  • powiększenie się piersi połączone ze wzrostem ich wrażliwości (z uwagi intensywniejsze odczuwanie bólu, wskazana jest nieco delikatniejsza ich adoracja lub też przeniesienie oznak czułości w inne, równie atrakcyjne, części kobiecego ciała)
  • obfitszą niż zwykle wydzielina pochwowa (niektórym zapewne zrekompensuje to niedogodności opisane powyżej)
  • uczucie senności występujące w ciągu całego dnia (zaśnięcie o godzinie 20 i wcześniej, to w tej sytuacji nic dziwnego. W dodatku wygląda to tak, jakby nagle ktoś wyłączył w organizmie wtyczkę z gniazdka. Wystarczy krótka chwila, by wylądować w objęciach Morfeusza)
  • pojawiające się o różnych porach mdłości i wymioty (trudno o skuteczne lekarstwo na te dolegliwości. Osoby bardziej doświadczone w bojach polecają zjedzenie herbatnika o poranku, a w późniejszych godzinach przegryzanie migdałów. Ogólnie warto zadbać by żołądek nie był pusty)
  • zauważalną niechęć w stosunku do niektórych zapachów lub pokarmów powiązana ze wzrostem ochoty na zupełnie inne (może to wyglądać dość kuriozalnie, gdy niemalże z dnia na dzień konsumpcja jednej z ulubionych potraw nie cieszy już jak dawniej, a w dodatku powoduje późniejsze bóle brzucha. Z drugiej strony pojawia się chrapka na produkty raczej wcześniej nie spożywane. Ponadto poczynione przeze mnie obserwacje pozwalają stwierdzić, iż kobietom ciężarnym raczej nie służy zapach gotowanego kalafiora czy brokułów)
  • długotrwały brak miesiączki (panowie, którzy sądzą, że przez jakiś czas nie będą musieli konfrontować się z tak zwanym zespołem napięcia przedmiesiączkowego są proszeni o przejście do kolejnego punktu tej listy)
  • wywołaną burzą hormonalną chwiejność nastroju (możliwość wysłuchania porządnego ochrzanu z powodu jakiejś błahostki to tylko wierzchołek tej emocjonalnej góry lodowej)
  • częste oddawanie moczu (od tej pory romantyczne spacery po parku muszą zostać nieco skrócone)
  • podwyższoną temperaturę ciała (w obliczu zbliżającej się zimy każdy stopień jest na wagę złota)

Jak widać, do powyższej listy podszedłem nieco z przymrużeniem oka. Subiektywne odczucia każdej ciężarnej bywają różne i to one wydatnie wpływają na jej samopoczucie. Jednak rzuca się tu w oczy zupełnie coś innego. Macierzyństwo to niezwykły stan w życiu kobiety, który trudno porównać z czymkolwiek innym. Możliwe, że oburzą się tutaj nosiciele tasiemca. No, ale ten delikwent jest raczej niepożądanym towarzyszem. Tymczasem wyczekiwana ciąża będąca źródłem radości, to także ogromne wyzwanie dla organizmu. I to już niemal od samego początku. Myślę, że wielu panów nawet nie zdawało sobie sprawy z tego, ile fizycznego wysiłku kosztuje dotrwanie do pomyślnego rozwiązania. Dlatego też tak ważne jest wspieranie partnerki w codziennych czynnościach, a także dbanie o jej dobre samopoczucie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *